Mity i stereotypizacja a instynkt samozachowawczy i energetyka

Dodano:2026-03-28
Kategorie:Porady

Jak wiara w mity przez społeczeństwo wiąże się z instynktem samozachowawczym?

 

Mity i stereotypizacja świata od wieków służą ludziom do wyjaśniania tego, co niezrozumiałe oraz do szufladkowania złożonych zjawisk. Są to głęboko zakorzenione w społeczeństwie konserwatywne zachowania, powielane z pokolenia na pokolenie, które z jednej strony kształtują obraz danego społeczeństwa, a z drugiej pozwalają na konkretne postrzeganie i klasyfikowanie innych społeczeństw. W jaki sposób te zagadnienia wiążą się jednak z instynktem samozachowawczym i energetyką?

 

Jakie mity wyróżniają polskie społeczeństwo?

Z polskim narodem związanych jest wiele stereotypów i mitów. Trudno byłoby je tu wszystkie omówić – skupimy się więc na kilku wybranych. Pierwszy z nich to mit głębokiej polaryzacji i podziału społeczeństwa. Podświadomie okres jego kształtowania przypisujemy czasowi PRL-u, kiedy donosicielstwo było na porządku dziennym, współpracowało się z władzą i Służbą Bezpieczeństwa albo działało w opozycji, a ówczesną rzeczywistość dobrze opisywały „Mury” Jacka Kaczmarskiego. Początków tego mitu można upatrywać jednak już XVII wieku i zasadzie liberum veto wykorzystanej po raz pierwszy w 1652 roku przez Władysława Sicińskiego. Polaryzacja poglądów szlachty, często kierowanej osobistymi pobudkami, doprowadziła do wielu sporów, a w konsekwencji paraliżu państwa i jego upadku w 1795 roku. Niechlubne tradycje przesiąkły do dzisiejszych czasów, w których polaryzacja Polaków ma miejsce na każdym kroku, głównie w oparciu o trwający od lat konflikt PiS-PO.

Kolejny mit i zarazem szczególnie popularny stereotyp postrzegania Polaka przez inne narody, to mit Polaka-alkoholika. I tu znów korzeni można upatrywać w Rzeczpospolitej Szlacheckiej (sarmacka zasada „Zastaw się, a postaw się”), kultywowanej w trudnych czasach PRL-u (gdzie dla wielu picie było jedną z głównych rozrywek), aż do dziś, kiedy jako poważny problem narodu wskazuje się codzienne kupowanie przez Polaków kilku milionów małych butelek alkoholu, tzw. „małpek”.

Ostatni mit, na który chcemy zwrócić uwagę, to mit Polaka-kombinatora, który, a jakże, swe korzenie ma w Rzeczpospolitej Szlacheckiej (liberum veto można powiązać z lawirowaniem poszczególnych przedstawicieli szlachty pomiędzy różnymi opcjami w celu uzyskania dla siebie najlepszych rozwiązań), rozwijany był w PRL-u, kiedy wiele produktów było limitowanych albo w ogólnie niedostępnych (chyba, że się pokombinowało) i jest obecny dziś (za przykład można podać chociażby próby obchodzenia niedziel handlowych poprzez tworzenie w marketach fikcyjnych punktów pocztowych czy prohibicji poprzez otwieranie w sklepach po godzinie 22:00 „lokali gastronomicznych”).

Wpływ na gruntowanie wspomnianych mitów miał też okres zaborów, nie będziemy jednak tego zgłębiać, a zamiast tego historycznego aspektu zwrócimy uwagę na zmieniające się podejście do tych mitów wśród najmłodszych pokoleń. W mediach coraz częściej pojawiają się informacje, że młodzi ludzie spożywają statystycznie zdecydowanie mniej alkoholu niż ich rodzice czy dziadkowie. Również wyniki wyborów prezydenckich w I turze w 2025 roku nie były optymistyczne dla kandydatów wspieranych przez PiS i PO. W grupie wiekowej 18-29 uzyskali oni łącznie zaledwie 22,7% i zostali zdecydowanie wyprzedzeni przez Sławomira Mentzena czy Adriana Zandberga. Sugeruje to, że młodzi ludzie nie mają ochoty uczestniczyć w wojnie polsko-polskiej pomiędzy PiS-em a PO, w przeciwieństwie do starszych pokoleń, które potrafią usuwać znajomych w social mediach ze względu na inne poglądy polityczne danej osoby.

 

Czy młodzi słusznie odchodzą od dotychczasowych mitów?

Z perspektywy instynktu samozachowawczego odchodzenie od tych zakorzenionych w polskiej mentalności mitów wydaje się jak najbardziej słusznym rozwiązaniem. Dlaczego? Ze względu na to, że otacza nas dynamicznie zmieniająca się rzeczywistość. Jeden z utrwalonych w Polsce stereotypów głosił, że samochody spalinowe są najlepszym i najbezpieczniejszym rozwiązaniem. No i jak to się ma do rzeczywistości? Ludzie w panice wykupują paliwo ze stacji benzynowych w obawie, że go zabraknie, a jego ceny nieprzerwanie i bardzo dynamicznie szybują w górę. W dodatku ten schemat powtarza się już drugi raz w ciągu ostatnich kilku lat.

Jeszcze kilka lat temu na osoby kupujące pojazdy hybrydowe czy elektryczne wielu Polaków patrzyło z politowaniem i kpiącym uśmieszkiem pod nosem, w tej chwili ci sami Polacy pytają, ile taki samochód kosztuje. Jak w praktyce wyglądają oszczędności związane z korzystaniem z samochodów elektrycznych, w przeliczeniu na liczby? Uśrednione zużycie energii w samochodach elektrycznych wynosi zazwyczaj około 15-20 kWh na 100 kilometrów – w zależności od stylu jazdy (można więc przyjąć zasadę, że elektryki wykorzystują dwa razy więcej prądu niż pojazdy spalinowe benzyny i trzy razy więcej niż auta oleju napędowego). Jak prezentuje się to cenowo? 20 kWh energii to koszt rzędu 40-60 złotych na drogich stacjach ładowania, około 25 złotych w przypadku domowego zasilania w ramach taryfy stałej G11 oraz kilka złotych w przypadku korzystania z taryfy dynamicznej i ładowania auta nocą (czasami nawet za darmo w sytuacji, gdy mamy do czynienia z ujemnymi cenami energii). W przypadku posiadania instalacji fotowoltaicznej 10 kW latem wytwarza ona średnio około 40 kWh dziennie, więc jeździ się w zasadzie za darmo, nieco drożej jest zimą, kiedy te wartości nie przekraczają kilku kWh dziennie.

W odniesieniu do zużycia benzyny, biorąc pod uwagę ceny w obecny weekend, jest to 72,50 złotych za 10 litrów, a w przypadku oleju napędowego 59-60 złotych za 7 litrów. Oznacza to, że nawet korzystanie z najdroższych stacji ładowania nie generuje wyższych kosztów, niż jeżdżenie na benzynie czy ropie.

 

Czym jest syndrom wyparcia?

Niezwykle lubiany przez Polaków syndrom wyparcia polega na usuwaniu ze świadomości potencjalnych zagrożeń i odrzucaniu tego, co nowe. Problem w tym, że jak sami nie zadbamy o swoją przyszłość, to nikt za nas tego nie zrobi. I tu znów pojawia się kwestia instynktu samozachowawczego – chcąc postępować z nim w zgodzie musimy zaakceptować to, że jesteśmy społeczeństwem energoholików i że bez prądu nie jesteśmy w stanie funkcjonować – bez niego praktycznie wszystko by padło, od światła i sprzętów elektronicznych w domu poczynając, poprzez internet, laptopy i smartfony, na usługach, płatnościach i drukowaniu paragonów kończąc.

Ostatnie dekady cechował wzrost konsumpcji produktów i usług ze względu na tanią i dostępną energię, jednak bez niej nie będzie można utrzymać dotychczasowego poziomu rozwoju przy populacji przekraczającej 8 miliardów ludzi. Dywersyfikacja rozumiana jako stosowanie różnych metod (transportu, ogrzewania itp.) w celu zmniejszenia ryzyka, zwiększenia bezpieczeństwa i oszczędności oraz posiadania komfortu wyboru to przejaw instynktu samozachowawczego w trzeciej dekadzie XXI wieku. Czasy są zmienne i niepewne – trzeba to zaakceptować i nauczyć się z tym radzić.

 

Energia się po prostu opłaca?

Właśnie tak, a potwierdzenie tego stanu rzeczy możemy obserwować obecnie – na Towarowej Giełdzie Energii (TGE) nie widać panicznych ruchów, w przeciwieństwie do rynku paliwowego. Nie zmienia to faktu, że najlepszym rozwiązaniem jest po prostu dywersyfikacja – jedno auto spalinowe, jedno elektryczne lub ewentualnie hybryda.

Wydarzenia na Bliskim Wschodzie mogą wpłynąć na ceny energii w sposób pośredni w długofalowej perspektywie. Dlaczego? Obecnie w Polsce sezon grzewczy się kończy, ciepły i słoneczny marzec sprzyja skręcaniu grzejników. Oprócz paliw przez Cieśninę Ormuz nie może przepływać również gaz i pytanie, jak długo taki stan rzeczy się utrzyma. Jeżeli sytuacja w Zatoce Perskiej nie uspokoi się do przełomu lata i jesieni, kiedy to przed sezonem uzupełnianie są kawerny gazowe przez dostawców, to zapłacą oni dużo wyższe stawki. Jeżeli tak się stanie, to odbije się to również na cenach taryf stałych prądu. Właśnie dlatego warto zachować instynkt samozachowawczy i korzystać z OZE oraz taryf dynamicznych, które tworzą świetne połączenie z magazynami energii.

 

V2X i dywersyfikacja sposobem na przetrwanie?

Właśnie te rozwiązania proponujemy Państwu na niepewne i zmienne czasy. V2X, a więc Vehicle-to-Everything oznacza, że za pomocą magazynu energii można naładować samochód elektryczny, a w przypadku kryzysu czy przerwy w dostawie prądu taki magazyn może również pobrać energię z auta, żeby zasilić sprzęty domowe. O dywersyfikacji wspominaliśmy już wielokrotnie – rozumiemy ją jako stosowanie różnych metod (transportu, ogrzewania itp.) w celu zmniejszenia ryzyka, zwiększenia bezpieczeństwa i oszczędności oraz posiadania komfortu wyboru.

 

Co oferuje SMEN.pl?

Proponujemy Państwu kilka rodzajów magazynów energii: domowe (m.in. Venus-E), balkonowe/uniwersalne i przenośne oraz akcesoria do tychże urządzeń, w tym nowości od firmy Jackery (m.in. SolarVault 3). Serdecznie zapraszamy do zapoznania się z naszą promocyjną ofertą – znajdą ją Państwo w zakładce „Nasze produkty”.

Zachęcamy do kontaktu z nami za pośrednictwem formularza dostępnego na stronie internetowej lub poprzez maila: zapytania@smen.pl. Pomożemy w doborze magazynu energii i doradzimy, w jaki sposób można go najbardziej efektywnie wykorzystać, żeby zmaksymalizować oszczędności. Postaramy się również wyjaśnić wszelkie wątpliwości w kwestii magazynowania energii, a także pomożemy w optymalizacji zużycia prądu i bezpieczeństwa energetycznego w domu, firmie lub urzędzie.

dr Kacper Krzeczewski